Ludzie biorą udział w demonstracji na rzecz Ukrainy przed Bramą Brandenburską, oświetlonej barwami ukraińskiej flagi, w Berlinie, Niemcy, 24 lutego 2025 r. (Ralf Hirschberger / AFP za pośrednictwem Getty Images)
Miesiąc temu zawiesiłem moją pracę jako pisarz i wolontariusz i zaciągnąłem się do armii ukraińskiej. Kiedy odchodziłem na służbę, niektórzy znajomi pożegnali mnie, jakbym już nie żył.
Jednak mój powód był dokładnie przeciwny: jeśli chcesz przeżyć, bronić swojej rodziny, swojego domu i swojego kraju, musisz być w pełni przeszkolony i przygotowany, aby się bronić. Nie ma lepszej szkoły na to niż Siły Zbrojne Ukrainy na naszym kontynencie.
Kiedy ubrałem mundur wojskowy, było to, jakbym wkładał zbroję ochronną, zwiększając moje szanse na przeżycie w porównaniu z cywilami wokół mnie. Ta świadomość wypełniła mnie pewnością siebie i optymizmem.
Czytając to, być może potrząsnąłeś głową z niedowierzaniem. Ale nie jestem sam. Jeśli Bóg miał poczucie humoru, to rozejścoby się śmiechem na myśl, że spośród wszystkich narodów europejskich Ukraincy są największymi optymistami. Zgodnie z paneuropejskim sondażem przeprowadzonym pod koniec ubiegłego roku przez Europejską Radę ds. Stosunków Zagranicznych, 41% Ukraińców wyraża optymizm co do przyszłości świata. Z kolei tylko 7% Włochów podziela ten pogląd, podobnie jak 8% Francuzów i 12% Duńczyków.
Byłoby logiczne sądzić, że Ukraińcy są naiwni albo głupi, ponieważ nie ma wielu powodów do optymizmu we współczesnym świecie. Jednakże prawdziwe wyjaśnienie jest o wiele bardziej dramatyczne: wchodząc w piąty rok w pełnej skali wojny, ludzie są tak wyczerpani, że wydaje się, że rzeczy po prostu nie mogą się pogorszyć. A jeśli nie mogą stać się gorsze, to lepsze dni muszą być przed nami. W końcu optymizm, wiara i nadzieja mogą być ostatecznymi źródłami odporności, na które żadna mroczna dusza nie może narzucać taryf.
Są wśród nas optymiści matematyczni, którzy wierzą, że rzeczy się poprawią, po prostu dlatego, że długi ciąg pecha musi w końcu ustąpić miejsca temu dobremu. Są optymiści analityczni, którzy popierają swoją nadzieję twardym rozumowaniem: Rosja osłabia się i popada w zapaść ekonomiczną, a nasi partnerzy w końcu się obudzili i są gotowi inwestować w obronę.
I są optymiści fatalistyczni, czekający na „czarnego łabędzia” w postaci globalnej katastrofy, nagłej śmierci dyktatora lub innego nieprawdopodobnego cudu, jak ponowne wskrzeszenie Organizacji Narodów Zjednoczonych.
Przypominam sobie, jak kilka lat temu spędziłem miesiąc mieszkając w Słowenii – raj nad Adriatykiem. Wszyscy, których spotkałem, skarżyli się gorzko na swój kraj i przepraszali za wszystko. Dopiero później dowiedziałem się, że w bałkańskiej folklorystyce Słoweńcy są uważani za najbardziej pesymistyczny i wiecznie niezadowolony naród.
Wówczas przyszedł mi do głowy żart – żart, który z czasem stracił wiele ze swojego humoru. Zaproponowałem uruchomienie jednomiesięcznych kursów patriotyzmu na Ukrainie dla innych narodów: spędź kilka tygodni życia tak, jak my, a twoje skargi na ojczyznę szybko znikną. Wróciłbyś do Słowenii (lub gdziekolwiek innego miejsca, z którego pochodzisz) jako gorliwy patriota swojego kraju.
I dziś to, co kiedyś zabrzmiało prawie jak żart, potwierdza się badaniami socjologicznymi: jeśli Europejczycy potrzebują więcej wiary w siebie i jutro, powinni spojrzeć na Ukrainę. Nasz kraj nie jest tylko otwartą raną, ale także źródłem siły – świadectwem tego, że nawet w cynicznym i burzliwym współczesnym świecie nie trzeba zrezygnować ze swoich zasad, aby przetrwać.
Dlatego 24 lutego 2026 r. oznacza nie tylko czwartą rocznicę rozpoczęcia ogromnego zbrodniczego działania wojennego Rosji, lecz także wyrazisty dowód na to, że neandertalskie prawo siły brutalnej nie zdołało przeważyć. Gdy zaczyna się piąty rok pełnej skali agresji, oszalały niedźwiedź wciąż nie zrealizował nawet swoich początkowych celów – całkowitej okupacji Donbasu, nie mówiąc już o unicestwieniu Ukrainy.
W tej ciemnej godzinie dla Europy – zastraszonej przez Rosję i zdradzonej przez Stany Zjednoczone – Ukraina stała się swoistym latarnią, żywym przykładem, że nawet w najokrutniejszym sztormie możliwe jest trzymanie kursu i walka o przetrwanie. Powtarzam to, ponieważ to naprawdę ma znaczenie: nie walczyć o przetrwanie poprzez zdradę własnego kursu, ale walczyć o przetrwanie, trzymając się mocno swoich wartości. Jeśli Ukrainie udało się to osiągnąć, czemu Europa nie miałaby być w stanie?
Widziane w tym świetle, słowa Wolfganga Ischingera, przewodniczącego Konferencji Bezpieczeństwa w Monachium, nie brzmią już tak skandalicznie. W wywiadzie dla Tagesspiegla stwierdził, że „tak długo jak Ukraina walczy, niebezpieczeństwo dla Europy jest ograniczone”. Jego uwagę można cynicznie odczytywać tak, jakby Europa nie miała naprawdę interesu w pokoju dla Ukrainy. Ale znacznie bardziej pouczające jest spojrzeniem na to przez pryzmat realpolitik: Ischinger faktycznie potwierdzał, że opór Ukrainy stał się teraz fundamentem bezpieczeństwa europejskiego.
Pozwól mi powtórzyć: to nie NATO, ale Ukraina stała się kamieniem węgielnym bezpieczeństwa UE w 2026 roku.
W ten dość dziwaczny sposób prawdziwa integracja europejska Ukrainy już się dokonuje. Dokumenty jeszcze nie zostały podpisane, ale w praktyce jesteśmy zintegrowani z Unią Europejską na wielu poziomach. A jeśli UE pragnie przetrwać i umocnić się jako podmiot geopolityczny, musi zintegrować Ukrainę. Aby być bardziej precyzyjnym, musi wzajemnie zintegrować się z Ukrainą.
Dni, gdy stosunki między UE a Ukrainą przypominały te nauczyciela i ucznia, minęły. Przez lata prób i wojny Ukraina zdobyła bezcenne doświadczenie w odporności, nauczyła się prawdziwych lekcji przetrwania na polu bitwy i w najtrudniejszym momencie dokonała skoku technologicznego, kreatywnie stosując innowacje w swoim przemyśle obronnym. Dziś mamy wiele do podzielenia się również z naszymi partnerami.
22 lata temu mogłem tylko marzyć o takiej rzeczywistości, kiedy po raz pierwszy uczestniczyłem w wiecu politycznym podczas Pomarańczowej Rewolucji w 2004 roku. Wówczas, jako naiwny nowicjusz, uważałem, że akcesja Ukrainy do UE natychmiast rozwiąże wszystkie nasze problemy. Dla mnie rozwój oznaczał cichą i bezwzględną przyjęcie każdej normy i praktyki Brukseli – przecież co my, biedni i zacofani krewni, moglibyśmy wnieść?
Od tamtej pory minęły dwa dziesięciolecia: Rewolucja Godności, hybrydowa wojna z 2014 roku, a później pełna inwazja z 2022 roku. Były to lata wytrwałego wysiłku i zdeterminowanego ruchu w kierunku Europy – drogi, którą postrzegaliśmy jako historyczny i kulturowy powrót do domu. Te 22 lata obejmują całe moje świadome życie, prowadzone generacyjnym marzeniem o uczynieniu Ukrainy europejską.
Dziś stajemy u progu spełnienia tego marzenia. Ukraina dzisiaj stoi w centrum życia europejskiego; los naszego kraju kształtuje przyszłość kontynentu. Zauważę, w nieco ironiczny sposób, że w tym przypadku ukraińskie przysłowie „Chcesz rozbawić Boga, mówiąc mu o swoich planach” okazało się całkowicie prawdziwe.
Tak długo marzymy o europeizacji Ukrainy, że teraz widzimy, iż nadszedł moment, aby ukraińscyować Europę – nauczyć odporności, wierności zasadom i, jak nieprawdopodobne by to nie brzmiało, optymizmu.
Zatem czwarta rocznica zbrodniczej inwazji Rosji jest odpowiednim okazją, aby powiedzieć, że jestem dumny, że jestem Ukraińcem. I dodać: Europa ma ogromne szczęście, że ma Ukrainę.






