Strona główna Aktualności Personel „Washington Post” zwolniony w Mediolanie nadal liczy na znalezienie piękna w...

Personel „Washington Post” zwolniony w Mediolanie nadal liczy na znalezienie piękna w Igrzyskach Olimpijskich | CBC

19
0
Ikona tekstu na mowę

Posłuchaj tego artykułu

Przybliżony czas: 4 minuty

Wersja audio tego artykułu jest generowana przez technologię opartą na sztucznej inteligencji. Mogą wystąpić błędy w wymowie. Współpracujemy z naszymi partnerami, aby systematycznie przeglądać i poprawiać wyniki.

Śledź Zimowe Dyscypliny SportoweDostosuj Swoje Menu

Chris Jones relacjonuje z Mediolanu.

W ostatnie godziny przed rozpoczęciem tych igrzysk i zapaleniem znicza oraz rozpoczęciem dopingowania, w małym, białym biurze w głównym centrum mediów w Mediolanie rozegrała się mniejsza, smutna dramatyczna sytuacja. Na drzwiach widniała tabliczka: The Washington Post.

W tym pomieszczeniu pracowali Rick Maese i Les Carpenter z tygodnika sportowego, posiadającego wyjątkowe pozycje w Ameryce – ostatnie tak znaczące w całym kraju. Od tygodni krążyły pogłoski, że prestiżowa sekcja sportowa Washington Post zostanie zlikwidowana w szeroko zakrojonych cięciach personalnych w środę.

Planowano wysłać do Igrzysk 12 dziennikarzy z Posta, jednak jego kierownictwo zdecydowało się pokryć koszty podróży w wysokości 80 000 $, zamiast zwolnić ich, gdy byli już w trasie. Po wewnętrznym i zewnętrznym sprzeciwie, kierownictwo zmieniło decyzję i wysłało grupę zredukowaną do czterech osób, w tym Maese’a i Carpentera.

Pogłoski o środowym zwolnieniu okazały się prawdziwe. Została zorganizowana wideokonferencja o godz. 14:30 czasu lokalnego, o godz. 8:30 rano w Waszyngtonie. Maese i Carpenter siedzieli w ciszy i oglądali ją razem. Ich sekcja została zlikwidowana, jako część większego procesu reorganizacyjnego zarządzanego przez właściciela Joefa Bezosa, założyciela Amazona i czwartego najbogatszego człowieka na świecie.

Tymczasowe biuro z czterema biurkami.
Puste biurka w biurze olimpijskim Washington Postu w Mediolanie. (Chris Jones/CBC)

Pozostała jeszcze odrobina nadziei. Niektórzy pracownicy zostaną przeniesieni do innej sekcji. Pracownicy zostali poinformowani, że po wideokonferencji otrzymają e-maile z informacją, czy zostaną zwolnieni, czy zatrzymani.

O godz. 15:00 w Mediolanie, Carpenter otworzył swoją skrzynkę mailową. „Jestem zwolniony” – powiedział.

Maese został poinformowany krótko po nim, że został zatrzymany.

„Gratulacje” – powiedział Carpenter do swojego kolegi.

Zewnątrz drzwi trwało normalne oczekiwanie. Igrzyska są jak gigantyczna machina, ogromny silnik napędzany mięśniami, pamięcią i pragnieniem. Setki reporterów siedziały przy długich rzędach składanych stołów, wysyłając swoje prognozy, planując, które wydarzenia obejrzeć i kiedy.

Jednak w tym małym, białym biurze centrum medialnego powietrze stało się ciężkie, podobne do dziwnego, granicznego uczucia, które towarzyszy śmierci w rodzinie: chcesz, aby świat przestał się obracać choćby na moment, aby uświadomić sobie, choć krótko, że nic nie jest takie jak kiedyś.

Chciałbyś krzyczeć, żeby to się zatrzymało.

Wiadomość się rozeszła. Pierwszą osobą, która otworzyła drzwi i złożyła kondolencje, był członek delegacji USA. Następnie przyszedł pisarz z rywalizującego New York Timesa. Udzielali tyle pocieszenia, ile mogli, a następnie wrócili do tego, co robili wcześniej.

Świat nie przestaje się kręcić, niezależnie od tego, jak głośno na niego krzyczysz.

Te ogromne, nieustające Igrzyska też nie przestaną.

Plac przed budynkiem.
Deszcz pada na pięć pierścieni olimpijskich w Mediolanie. (BELGA MAG/AFP poprzez Getty Images)

Nie miało znaczenia, że w Mediolanie padał deszcz, że niektóre miejsca jeszcze nie są w pełni ukończone, czy też że niektórzy sportowcy, którzy tak ciężko pracowali, aby tu być – kanadyjska łyżwiarka figurowa Deanna Stellato-Dudek, amerykańska narciarka Lindsey Vonn – ryzykowali nieprzystąpienie do zawodów z powodu nieszczęść i kontuzji.

Nie miało znaczenia, że te Igrzyska prawdopodobnie będą ostatnimi, które pokrywa Washington Post.

Igrzyska będą trwać dalej.

Tak też Les Carpenter. Doświadczony dziennikarz, żonaty z dwójką dzieci, pozostanie w Mediolanie i dokończy swoje zadanie.

W jego kontynuowaniu pracy była pewna wytrwałość. Do czasu rozstrzygnięcia sprawy z Postem, pozostanie zatrudniony. Pozostanie dziennikarzem sportowym. Jest tu, i nie ma sensu ani dumy w siedzeniu w barze czy wracaniu do domu.

Coś większego, wspanialszego, utwierdziło go w decyzji zostania.

Może bardziej niż kiedykolwiek musi oglądać, jak olimpijczycy dokonują wspaniałych rzeczy. Przez kolejne 19 dni Carpenter będzie przeżywać emocje, gdy łyżwiarze figurowi będą skakać, łyżwiarze szybcy będą ścigać się, a hokeiści będą walczyć, i spróbuje odnaleźć piękno i inspirację w tym wszystkim i przekazać to piękno i inspirację czytelnikom, jak robił przez dziesięciolecia.

„Ludzie nadal płacą za gazetę” – powiedział. „Coś im się należy.”

To, co mu się należy, zostanie zdecydowane przez innych ludzi w innych pokojach.

Odwrócił się do swojego laptopa. W tym małym, białym biurze przyszedł czas, by wrócić do pracy.