Strona główna Aktualności Od partnerów do zakłócaczy: Populiści Europy Środkowej próbują rozerwać UE i jednocześnie...

Od partnerów do zakłócaczy: Populiści Europy Środkowej próbują rozerwać UE i jednocześnie na niej życzyć

19
0
  1. Przegląd
    W miarę jak rok 2025 się rozwijał, najgorsze obawy Europy dotyczące drugiej prezydentury Donalda Trumpa się potwierdziły. To, co początkowo wydawało się być prowizorycznym i improwizowanym zestawem polityk, okazało się być świadomą strategią polegającą na zastraszaniu sojuszników w Europie i kwestionowaniu sojuszy. Europejskim instytucjom i stolicom zajęło trochę czasu, zanim zdały sobie sprawę z prawdziwej głębokości kryzysu, z którym się zmagają, oraz z niebezpiecznych konsekwencji, jakie niesie dla nich sytuacja pomiędzy Rosją a USA – dwiema supermocarstwami nuklearnymi, obiema z jasnymi zamiarami powrotu do porządku świata opartego na strefach wpływów. Jak powiedział kanadyjski premier Mark Carney na Forum Ekonomicznym Światowego w dniu 20 stycznia, dzień przed zaplanowanym przemówieniem Trumpa na zgromadzeniu w Davos, „Jesteśmy w trakcie rozłamu, a nie przejścia.”

Podczas gdy UE widocznie borykała się z poszukiwaniem strategii reakcji na światowe wydarzenia (i na wrogie taryfy Trumpa), Europa Środkowa – która powinna mieć interes w silnej i niezależnej Europie ze względu na swoją bolesną przeszłość bycia odsuwana na bok lub podporządkowana większym potęgom – nie zdołała zjednoczyć się wokół flagi europejskiej.

Reakcje na taryfy Dnia Wyzwolenia Trumpa i odpowiedź UE w negocjacjach podzieliły region: jedynie ówczesny premier Czech Petr Fiala nazwał taryfy „błędnymi i nieszczęśliwymi”; inni populiści pro-Trumpowscy, jak węgierski minister spraw zagranicznych Peter Szijjarto i polski prezydent Karol Nawrocki, obwinili Brukselę i europejskie elity za nieumiejętność negocjacji lepszej umowy.

Lata 2024 i 2025 stworzyły złotą okazję dla Europejczyków Środkowych, aby kształtować przyszłość Europy, z Węgrami, a następnie Polską, sprawującymi rotacyjnie przewodnictwo w Radzie UE. Jednak ta okazja przepadła. Premier Orban rozpoczął przewodnictwo Węgier w UE w drugiej połowie 2024 roku, odbywając jednostronne wizyty w Kijowie, Moskwie i Pekinie w ramach tzw. „Misji Pokoju 3.0”, co liderzy UE i NATO stanowczo zaprzeczyli, że odbyły się w ich imieniu. Polska próbowała, lecz w dużej mierze nie zdołała utrzymać jedności w Europie w kwestii wsparcia dla Ukrainy i wzmacniania zdolności obronnych bloku. Jako krok w kierunku pogłębionej integracji, Warszawa odegrała kluczową rolę w przyjęciu pakietu ReArm UE, który obejmuje program inwestycji obronnych SAFE o wartości 150 miliardów euro. Jednak widząc UE i USA kursujące na zderzeniową drogę, Warszawa znalazła się w delikatnej sytuacji, próbując zrównoważyć swoją polityczną i ekonomiczną przynależność do UE z USA i NATO, które pozostają niezbędne dla jej gwarancji bezpieczeństwa.

Aby dodatkowo skomplikować sprawę, premier Polski Doland Tusk doznał bolesnego upadku w czerwcowych wyborach prezydenckich, gdy kandydat popierany przez opozycję – Nawrocki z PiS – pokonał kandydata rządzącego ugrupowania pro-UE z niewielką przewagą. Liberalna agenda rządu od tamtej pory została w dużej mierze sparaliżowana, z Nawrockim blokującym kluczowe ustawy. Próba Polski przywrócenia państwa prawa po ośmiu latach demokratycznego schyłku za poprzedniego rządu PiS stała się trudnym wyzwaniem dla koalicji.

Eurosceptycyzm wynikał z błędów europejskiego mainstreamu i jego niedemokratycznego charakteru.” – powiedział prezydent Polski Karel Nawrocki

Podczas gdy Rosja nadal jest postrzegana jako główne zagrożenie bezpieczeństwa we wszystkich spektrach politycznych w Polsce, wyraźny eurosceptycyzm Nawrockiego utrudnia Polsce spełnienie ambicji bycia prawdziwym liderem na europejskiej scenie. „Widzę swoją rolę jako prowadzenie Unii Europejskiej z obecnego kursu i obudzenie tych, którzy popełnili tak wiele błędów” – wyjaśnił Nawrocki. Jednak ogólnie rzecz biorąc, Polska, ze swoją silną i dynamiczną gospodarką oraz silnie proeuropejskim społeczeństwem, pozostaje kluczowym motorem UE i coraz ważniejszym partnerem dla Berlina i Paryża – rolą, z której mogła by czerpać pozostała część Grupy Wyszehradzkiej, gdyby relacje między nimi nie stały się tak napięte.

Podczas gdy polski rząd pozostał jedynym obrońcą głębszej jedności europejskiej (szczególnie w kwestiach obronnych), pozostałe trzy kraje Grupy Wyszehradzkiej zwróciły się w kierunku podejścia „podskórnego”. Słowacja stale budziła napięcia z UE, kiedy premier Robert Fico postanowił pójść w ślady Orbana, wyzywając instytucje demokratyczne, osłabiając państwo prawa i zbliżając się do Władimira Putina. To prowadziło do wyrzucenia partii Fico, SMER, z europejskiego sojuszu Europejscy Socjaliści i Demokraci (S&D), przypominając o tym, jak Fidesz został zmuszony do opuszczenia centrowo-prawicowej Europejskiej Partii Ludowej (EPP) w 2021 roku, i od tego czasu zbliżył się do skrajnej prawicy. Zmiana konstytucji na Słowacji, nadająca pierwszeństwo prawu krajowemu nad legislacją UE w kwestiach tożsamości narodowej, wywołała postępowanie w sprawie naruszenia przez Komisję Europejską. Fico poszedł za Orbanem w przyjęciu prorosyjskiej polityki zagranicznej, wetując sankcje UE wobec rosyjskiego gazu i ropy.

Utrzymanie zakupów rosyjskiej energii pozostało jedną z najbardziej polityzowanych kwestii między UE a Węgrami i Słowacją. Zakaz na poziomie UE wobec rosyjskich paliw kopalnych ma wejść w życie w 2027 roku, pozostawiając tym dwóm państwom członkowskim niewiele czasu na dywersyfikację dostaw. Rok 2025 ponownie pokazał, że głównie brak jest woli politycznej w Bratysławie i Budapeszcie.

Powinniśmy podchodzić do członkostwa w UE i NATO z najwyższą odpowiedzialnością i być odpowiedzialnymi, konstruktywnymi członkami, a nie odrzutami.” – powiedział prezydent Czech Petr Pavel

Czechia, która w 2025 roku skutecznie ograniczyła dalszą swoją zależność energetyczną od Rosji, wróciła do swoich eurosceptycznych korzeni w wyborach parlamentarnych w październiku. Partia populistyczna Andreja Babisza – ANO, wygrała głosowanie i utworzyła koalicję z prawicowym UDEM Wolność i Bezpośredniość oraz eurosceptyczną partią Samochodziarze dla Siebie. To nie było niespodzianką; Babis wcześniej przeniósł swoje ugrupowanie ANO do nowego skrajnie prawicowego ugrupowania Patrioci dla Europy w Parlamencie Europejskim, obok Fideszu węgierskiego, francuskiego RN i austriackiego FPO. Teraz, gdy Babis jest premierem, Patrioci dla Europy mogą pochwalić się dwoma premierami na Radzie Europejskiej, potencjalnie działając jako zakłócające siły w kluczowych głosowaniach. Siły pro-UE w Czechach pokładają nadzieje w prezydencie Petrze Pavelu, który zobowiązał się, że rząd nie zagrozi fundamentalnym wartościom europejskim ani nie podważy sojuszy takich jak UE i NATO. Jednak pewne oznaki zakłóceń są już widoczne, ponieważ nowy rząd już zadeklarował swoje sprzeciw wobec zielonych polityk UE i celów dotyczących emisji.

Węgry pozostały głównym zakłócicielem polityk UE przez cały rok 2025, umocnione przez działania Trumpa i jego anty-UE narrację. Ale Orban również doświadczył granic swojej władzy. W pierwszej połowie roku węgierski rząd przedstawił ustawę o suwerenności, która stanowiłaby zagrożenie dla niezależnych mediów i organizacji pozarządowych poprzez blokowanie dostępu do ich zagranicznych funduszy (mocno przypominającą rosyjskie środki), z etykietowaniem ich jako agenci obcy. Jednakże presja zarówno wewnętrzna, jak i z Brukseli, sprawiła, że ustawa została wycofana z głosowania. Podobnie Orban ogłosił zakaz Marszu Równości w Budapeszcie w 2025 roku, kierując się w stronę społeczności LGBTQ+. Raz jeszcze, presja ze strony UE, niespotykane międzynarodowe i krajowe solidarność oraz śmiały ruch burmistrza Budapesztu, Gergely’ego Karacsonyego, doprowadziły do największego w historii Węgier protestu latem – wyraźnego zwycięstwa dla europejskich wartości takich jak wolność słowa, prawa mniejszości i prawo do manifestacji.

Mimo że 2025 rok przyniósł Orbanowi niezaprzeczalne sukcesy w budowaniu sieci w Europie i wzmacnianiu swojej rodziny Patrioci dla Europy, musiał on również zaakceptować bycie na marginesie decyzji w Europie. Stawało się normą, że Węgry weto blokowały, opóźniały lub łagodziły rezolucje UE, nie uzyskując w zamian żadnych znaczących rekompensat. UE od tego czasu nauczyła się ominąć jego weta; co więcej, zaczęła kwestionować cnotę jednomyślności, kluczowego filara podejmowania decyzji w UE do tej pory.

Węgry zapłaciły wysoką cenę za swoją upartość. Około 20 miliardów euro funduszy UE pozostaje zamrożonych z powodu kwestii państwa prawa, podczas gdy Węgry ryzykują utratę kolejnych miliardów z Mechanizmu Przywrócenia i Odporności, gdy nie ma porozumienia z UE w sprawie wypłaty z funduszu odbudowy po pandemii. Dodatkowo, Węgry płacą codziennie karę w wysokości 1 miliona euro za nieegzekwowanie decyzji Trybunału Sprawiedliwości UE (ECJ) w sprawie imigracji. Orban potrafi jednak wykazać niezwykłą elastyczność, gdy nadarza się okazja na tanie pieniądze: pomimo niegłosowania za pakietem obronnym UE i utworzeniem funduszy SAFE, argumentując, że oznacza to dalszą federalizację UE, rząd węgierski szybko poprosił o 16 miliardów euro dotacji UE w ramach tego programu, licząc na to, że część pieniędzy spłynie przed wyborami 12 kwietnia. Te nadzieje zostały w dużej mierze rozwiane 26 stycznia, gdy Komisja Europejska zatwierdziła krajowe plany na wydatki obronne w ramach programu SAFE dla Estonii, Finlandii, Grecji, Włoch, Łotwy, Litwy, Polski i Słowacji, ale nie dla Węgier.