Sky Sports columnist Laura Hunter analizuje główne tematy z ostatnich meczów Women’s Super League, zbliżając Cię do kluczowych historii związanych z grą kobiet.
Czy wyścig o tytuł się skończył? Pomyśl jeszcze raz
„Wiemy, że wyścig o tytuł jest prawdopodobnie przegrany,” przyznała Sonia Bompastor po porażce Chelsea z Arsenalem w sobotę. Szczera wypowiedź szkoleniowca The Blues, ale to nieco, co już słyszeliśmy wcześniej. Przyznanie Bompastor wywołuje ciekawe poczucie déjà vu.
Gdy Emma Hayes powiedziała nam, że tytuł WSL przypada Manchesterowi City w swoim pożegnalnym sezonie 2023/24, wszyscy uwierzyliśmy w jej słowa. Jest przekonującą postacią, poza tym było już maj, a Chelsea miała sześć punktów straty do liderów City przy dwóch pozostałych meczach do rozegrania.
Prawdopodobnie City byli zwycięzcami w oczekiwaniu. Ale to jest Chelsea, ośmiokrotni mistrzowie, znający się na odrobieniu strat. Bompastor wie o tym równie dobrze jak Hayes, gdy ta wygrała z City o mistrzostwo dzięki różnicy bramek.
Retoryka Bompastor jest przemyślana i celowa. W Murach Cobham nie ma zgody na to, że tytuł jest stracony, jest tylko determinacja, aby odzyskać kontrolę za wszelką cenę. Pozwolenie obcym wierzyć, że Chelsea się poddała, jednak jest użytecznym zagraniami przed decydującym spotkaniem z liderem ligi w przyszły weekend. Gry umysłowe się zaczęły.
Pamiętajmy, że mamy dopiero styczeń i nic nie jest jeszcze przesądzone, pomimo dziewięciopunktowego prowadzenia drużyny Jeglertza przed niedzielnym starciem na Etihad Stadium. Tylko pięć dni temu Chelsea wyeliminowała City z Pucharu Ligi. Ta saga ma jeszcze wiele odcinków do rozegrania.
Od początku ubiegłego sezonu w meczach między tradycyjną czwórką najlepszych drużyn, Chelsea średnio zdobywa 2,1 punktu na mecz – rekord City w tym samym okresie wynosi 0,9, a w kolejnych weekendach lutego czeka ich konfrontacja z Chelsea i Arsenalem. Dziewięciopunktowa przewaga może zostać błyskawicznie zmniejszona do zaledwie trzech.
Oczywiście, mimo wszystkich tych rozważań, warto zauważyć, że Chelsea w tym sezonie była daleko od swojej najlepszej formy. 34-meczowa seria bez porażki w lidze została zakończona przez Everton, znajdujący się na dziesiątym miejscu, w zeszłym miesiącu, z trudnościami strzeleckimi jako stałym motywem. W przegranej z Arsenalem zmarnowali pięć wielkich szans, trafiając tylko jednym z 18 strzałów na bramkę i spadając poniżej oczekiwań w porównaniu z łączną xG o 4,89 – najgorszy wskaźnik ze wszystkich drużyn w lidze.
Ale nie dajcie się zwieść. Chelsea nie uważa, że przegrała wyścig, podobnie jak liderujący Manchester City. Starcie w niedzielę będzie znaczące.
Hanson w sercu podejścia Arroyo
Kirsty Hanson z Aston Villa daje w tym sezonie wszystkim napastniczkom WSL popalić. Jej ostatni gol przeciwko Manchesterowi United mógł być na próżno, ale przypomniał o talencie, który jest rozwijany przez trenerkę Natalię Arroyo.
Po 33 kolejnych występach bez bramki między majem 2023 a marcem 2025 roku, Hanson zdobyła od tego czasu 10 goli w 16 meczach; tylko Bunny Shaw (13) i Shekiera Martinez (11) zdobyły więcej w tym okresie.
Ostatni tydzień upłynął na pierwszą rocznicę mianowania Arroyo na Villa Park, a poprawa Hansona doskonale z tym współgra. Jej przemiana była znacząca, pozwalając Villi naciskać i kontratakować w systematyczny sposób zgodnie z projektem Arroyo.
Nie dziwi, że Hanson jest jedną z dwóch zawodniczek w lidze (obok Ornelli Vignoli z Evertonu), które zdobyły więcej niż raz bramkę po szybkim kontrataku w tym sezonie, ani że zarówno ona, jak i jej koleżanka z drużyny, Ebony Salmon, zajmują pierwsze miejsce pod względem liczby szybkich kontrataków (po sześć każda).
Taktyczna zmiana pasuje do bezpośredniości Hansona i umiejętności szybkiego prowadzenia piłki, rozciągającej defensywę w sposób, który sprawia, że Villa jest bardziej nieprzewidywalna. Miała 10 dotknięć w polu karnym przeciwko Man Utd, co było wspólne dla dowolnego zawodnika w całym weekendzie WSL, i regularnie wpływa na grę w ostatnich trzecich, zdobywając bramki w trzech z czterech zwycięstw Villi do tej pory.
Szczęśliwa liczba 13 dla Liverpoolu
Za trzynastym podejściem Liverpool zdobył pierwsze zwycięstwo sezonu. Wynik ten będzie ulgą dla pod presją trenera Garretha Taylora, chociaż dwie bramki po 93. minucie raczej nie są bezstresowym sposobem na wygraną w meczu piłkarskim. Niemniej Taylor nie ma miejsca na narzekanie.
Interesujące jest, jak im się to udało, oddając Tottenhamowi więcej posiadania, ale wygrywając bitwę o xG większym marginesem, niż mieli to przez cały sezon. Niekoniecznie doskonała reklama stylu Taylora nastawionego na posiadanie piłki.
Liverpool oddało o 132 podań mniej niż Spurs, ale zagrało niższym niż zwykle procentem długich podań, co zaowocowało 35 dotknięciami w polu karnym przeciwko 11 rywali – żadna drużyna nie zdołała tego przewyższyć w weekend, ani nie mogła dorównać wartości xG (2,03).
Nad czymś warto się zastanowić. Na pewno mniejsza dominacja posiadania na rzecz lepszego zagrożenia w ofensywie jest jedynym sposobem na wyjście z dołu tabeli? Taylor może musi zaakceptować, że na razie treść jest znacznie bardziej przydatna niż jego preferowany styl.
Przeczytaj poprzednią kolumnę WSL
Ostatnia kolumna analizowała sposoby, w jakie Taylor musiał dostosować swój styl, aby zdobywać punkty dla Liverpoolu, a nowe podejście, które sprawia, że Manchester City działa.







