Kim jest policja Cheshire i na jakie zasady się powołuje? W poniedziałek publicznie skarżyli się, że Prokuratura Generalna (CPS) postanowiła nie kontynuować kilku nowych spraw przeciwko Lucy Letby. Co do nich ma policja?
Jeśli doświadczeni prokuratorzy uważają, że ława przysięgłych nie skazałaby na podstawie ich dowodów, to taki los. Co gorsza, oświadczenie CPS zawiera pierwsze ciche szeptanie ze strony establishmentu, że może ława przysięgłych – gdyby wiedziała, co dowiedzieliśmy się później z ekspertyz – nie skazałaby jej w żadnym z jej dwóch oryginalnych procesów.
To jest siła, która zorganizowała dwie tajne konferencje prasowe (nadale nie chcą udostępniać transkrypcji) przed i podczas procesu, zamówiła samopochlebne wideo o sprawie i z grandią nazwała swoje śledztwo „Operacja Koliberek” – jakby przygotowywała inwazję na sąsiadujące Lancashire. „Operacja” już. Ten rodzaj rzeczy jest objawem tego, że policja w ostatnich latach zaczęła postępować zbyt pewnie siebie, od kiedy zrezygnowali z chodzenia.
Policja, choć często to zapominają, są sługami publicznymi – nie jakąś elitarną korpusem genialnych eksperckich detektywów, którzy wiedzą wszystko i nigdy nie popełniają błędów. Ich zadaniem nie jest w rzeczywistości skazanie oskarżonego ani komentowanie jego winy lub niewinności raz skazanego lub uniewinnionego. To zadanie prokuratorów, tych samych ludzi z którymi publicznie sprzecza się policja Cheshire.
Minęło ponad sto lat odkąd Sir Arthur Conan Doyle stworzył swego fikcyjnego detektywa Sherlocka Holmesa, który wielokrotnie osmieszał funkcjonariuszy Scotland Yardu z powodu gotowości do wypracowania stałych pomysłów na rozpoczęcie sprawy. Doyle wiedział, o czym mówił i brał udział w naprawianiu dwóch błędnych skazań. Dzięki opowiadaniom o Holmesie, właściwy śledczy policji od dawna uczyli się nie skakać do wniosków ani ignorować dowodów, które nie potwierdzają ich uprzedzeń. Ich zadaniem jest prowadzenie śledztwa bezstronnie, bez wcześniejszego wyrobienia sobie opinii. Faktycznie, kiedyś było „ABC gliny”, które brzmiało „Załóż nic. Nie wierz nikomu. Sprawdź wszystko.”
Czy policja Cheshire postępowała zgodnie z nią podczas swoich dochodzeń w sprawie zgonów w przez szpitala Countess of Chester? Czy postępują tak teraz? CPS przyjrzał się „dowodom”, na które się powoływała policja dotyczące dalszych przestępstw, które miały rzekomo popełnić Pani Letby. Zdecydowali, że nie spełnia on podstawowych testów, które z grubsza sprowadzają się do pytania „Czy ława przysięgłych uwierzyłaby w to?” Oczywiście nie.
Rzekome zarzuty wobec tej pielęgniarki zawsze opierały się na atmosferze rzekomego zła, które jakoś zbudowało się wokół sprawy. Wielu szpitali w Wielkiej Brytanii niestety ma na swoim koncie niewłaściwą opiekę nad noworodkami (i innymi), prowadzącą do niepotrzebnych i tragicznych zgonów. Dopiero w zeszłym tygodniu NHS Greater Glasgow and Clyde przyznał, że istnieje „związek przyczynowo-skutkowy” między zgonami wGlasgow Queen Elizabeth University Hospital a jej systemem wodociągowym – po sześciu latach negowania tego faktu.
Zeszłego czerwca minister zdrowia Wes Streeting zarządził szybkie krajowe dochodzenie w sprawie tegorocznego kryzysu w służbach połogowych i neonatologicznych NHS. Powiedział: „Przez ostatni rok spotykałem się z rodzinami, które straciły dzieci lub doznały poważnych ran podczas tego, co powinno być najbardziej radosnym okresem w ich życiu. To, co przeżyli, jest niszczące – bardzo bolesne historie traumy, straty i braku podstawowej współczucia – spowodowane niepowodzeniami w opiece położniczej NHS, które nigdy nie miałyby miejsca.”.
„Ale jakoś to nie dotyczyło szpitala Countess of Chester. Tam zgonów i zniszczeń dokonała szałowa kobieta infanticydalna, która nie miała na swoim koncie przestępstw, oszustwa ani nieuczciwości, była kochana i zaufana przez przyjaciół, a nie było przeciw niej żadnych konkretnych dowodów.
A pan Streeting jeszcze nie odciął się od własnego nieroztropnego ataku na krytyków wyroków w sprawie Letby. We wrześniu 2024 roku powiedział, że kampania w celu ponownego przyjrzenia się sprawie Letby jest „tępym i nietaktownym”, powołując się na żałobę rodziców. Nie widzę powodu, dla którego zwolennicy wyroku upierają się przy cytowaniu żałoby rodziców. Czy śledztwo policji i początkowe procesy nie sprawiły tym rodzicom żalu? Oczywiście że tak. Czy więc było to niewłaściwe podążanie tą sprawą? Oczywiście, że nie. Sprawiedliwość musi być spełniona, a czasami niesie ze sobą bolesną cenę.
Okazuje się teraz, że być może niewinna kobieta musi siedzieć w więzieniu do końca swoich dni, a sprawiedliwość nie jest już wymagana i czy można ją realizować bez krzywdzenia nikogo? Pan Streeting twierdził także: „Nie ma celu w kampanii medialnej”. Ale oczywiście, że jest. Bez tej kampanii kanadyjski profesor pediatrii dr Shoo Lee nie zebrałby największych ekspertów na neonatologii na świecie, którzy by nie doszli do wniosku, że nie popełniono przestępstwa.
Zauważam, że wiele mediów, w tym rzekomo bezstronna BBC, nadal określa panią Letby jako 'seryjną zabójczynię niemowląt’. Naprawdę chciałbym, żeby przestali to robić. Robiąc to, ignorują ponad rok przeciwstawienia się, trafne, skuteczne i w wielu przypadkach niepodważalne, ciosy pod adresem oskarżenia pani Letby.
Komisja Shoo Lee zburzyła dowody medyczne. Twierdzenia, że pani Letby była jedyną obecną podczas zgonów kilku niemowląt i że napisała notkę z przyznaniem się, zostały całkowicie obalone. Świadkowie oskarżenia zmienili swoje historie, o tym, jak rzekomo zmarły niemowlęta i o tym, co robiła pani Letby podczas dyżuru, w jednym przypadku tak dramatycznie, że zawsze zdumiewa.
Rzekomo udowadniające, gdzie ludzie byli lub nie byli, dane z klamek okazały się nie tylko błędne, ale przeciwieństwem prawdy. Przyjaciele i byli koledzy z pracy stanęli w jej obronie coraz pewniej, gdy atmosfera polowania na czarownice zaczęła znikać. Powtarzane programy telewizyjne i radiowe badały poważne braki w sprawie oskarżenia. Książka, której autorzy początkowo zamierzali opisać jej skazanie, ostatecznie wyraziła poważne wątpliwości co do niego.
Co najmniej jeden reporter, który uważał ją za winną podczas głównego procesu, zmienił zdanie. Twierdzenia niepoparte dowodami, że ingerowała w opakowania insulinowe, okazują się oparte na żałosnych podstawach, których nie można by użyć do dyskwalifikacji sportowca olimpijskiego, a już na pewno nie do zamknięcia kogoś do końca życia.
W rzeczywistości cała ciemna mgła domniemanej winy, która unosiła się wokół pani Letby od dnia, gdy policja publicznie wykopała jej ogród w lipcu 2018 roku, została zdmuchnięta silniejszym, świeżym wiatrem inteligentnego wątpienia. Pozbawiona insynuacji, rzekomych zbiegów okoliczności i domysłów, sprawa oskarżenia okazuje się być imponująca jaki







